czwartek, września 20

WHEN - nowa koreańska marka na polskim rynku

Hej, kochani!
Dawno mnie tutaj nie było, ale dziś przyszedł czas na opowiedzenie Wam o moim nowym kosmetycznym odkryciu. Tym razem będzie o maseczkach. Od jakiegoś czasu mocno zmodyfikowałam pielęgnację mojej twarzy i zaczęłam stawiać głównie na produkty koreańskie. Dużo czytałam, oglądałam, szukałam opinii i stwierdziłam, że może to być coś, co świetnie się u mnie sprawdzi. I tak też się stało. Oszalałam między innymi na punkcie maseczek w płachcie- serio, nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać ich używać! Dziś chcę pokazać Wam te, które szczególnie skradły moje serce. Opowiem Wam o marce, która dopiero weszła na nasz rynek, a już zdążyła podbić moje serce i na stałe zagościć w moim codziennym rytuale pielęgnacyjnym. Mowa o marce When, która od niedawna dostępna jest w sieci drogerii Hebe.


Maseczki When wyróżniają się na tle innych masek w płachcie już na samym początku- nie są produkowane na zwykłej tkaninie, tylko na kokosowym arkuszu biocelulozowym, który uwaga- mieści 10 razy więcej płynu, niż standardowe maski. Jest różnica, prawda? Maseczki nie są śliskie i nie zsuwają się z twarzy, co dla mnie jest bardzo ważne, ponieważ nie zawsze mam czas na położenie się wygodnie na łóżku i odpoczynek z maseczką. Często nakładam ją na twarz i idę dalej coś robić, więc mimo że to drobny szczegół- dla mnie bardzo ważny, komfort na pierwszym miejscu :)

W maseczkach znajdziemy czysty kwas hialuronowy, z którym moja cera bardzo się lubi, więc to dla mnie kolejny plus. Szczególnie teraz, kiedy zbliżają się chłodne pory roku. Znajdziemy w nich również ekstrakt z żeńszenia oraz ogromną ilość wyciągów z roślin. 



W ofercie znajdziemy dwie serie maseczek- When oraz Simply When. Osobiście testowałam serię Simply- dla osób w wieku 20-30 lat, zabieganych. W serii też znajdziemy różne rodzaje maseczek, m.in.- rozjaśniającą, wygładzającą, liftingującą i kilka innych. Przetestowałam trójkę, którą wymieniłam. Oczywiście- znalazłam swoją ulubioną, zgadniecie, którą?


Jak widzicie na zdjęciu- maseczki mają naprawdę ciekawy skład. Sugerowany czas trzymania ich na twarzy to ok. 20min, jednak ja, kiedy tylko mam czas, staram się trzymać tego typu maski 30-40min. 

Mój ulubieniec, to maseczka rozjaśniająca. Zawiera witaminę B3 i C, ma także właściwości przeciwzmarszczkowe. Używałam jej najczęściej ze wszystkich i jestem zakochana, dosłownie. Skóra jest przepięknie nawilżona, gładka, a do tego maseczka zostawia fantastycznie rozświetloną i zdrowo błyszczącą skórę. Jest genialna- szczególnie lubię nakładać ją przed makijażem- bo w końcu zadbana skóra to najlepsza baza pod mejkap! Maseczka ma bardzo przyjemny, delikatny zapach i dobrze przylega do twarzy. Myślę, że nada się również do bardzo wrażliwej skóry, ponieważ jest niezwykle delikatna i "subtelna". Co ważne- glow na twarzy utrzymuje się dłużej, niż do pierwszego umycia twarzy- maseczka stosowana regularnie, znacznie poprawiła stan mojej cery i nadała jej zdrowego blasku na stałe. Jestem totalnie zaskoczona jej efektami i tym, jak moja cera się z nią polubiła!


Kolejna maseczka, to maska liftingująca- dedykowana cerze dojrzałej. Zawiera w sobie hydrolizowany kolagen, ekstrakt z mango i zielonej herbaty, ma także właściwości antyoksydacyjne i ujędrniające. Już wielokrotnie przekonałam się, że moja skóra bardzo dobrze reaguje na produkty, w których znajdują się ekstrakty właśnie z zielonej herbaty. Jak w przypadku pierwszej maseczki- pozostawia skórę gładką, nawilżoną i miękką. Dodatkowo- jest napięta i sprężysta. Bardzo ją polubiłam! Uwielbiam też produkty, w których znajdę kolagen. 



Ostatnia maska, którą testowałam, to maseczka wygładzająca, czyli coś, co również bardzo lubię. Dedykowana jest dla skóry łuszczącej się. Znajdziemy w niej ekstrakty z miodu i delikatny kwas BHA. Pięknie nawilża skórę przesuszoną latem lub innymi czynnikami. W zasadzie, lubię ją tak samo, jak dwie poprzednie. Wygładzenie skóry to dla mnie również ważna sprawa- tym bardziej wtedy, kiedy korzystam z zabiegów depilacji laserowej. Moja skóra po takich zabiegach potrzebuje naprawdę dużo dobrego. Po użyciu maski- rzeczywiście widzę wygładzenie, a także świetne nawilżenie i gładkość. 

A wy, znacie produkty marki When? Jeśli nie, to koniecznie musicie na nie zerknąć przy najbliższych zakupach. A jeśli macie ochotę spróbować sił w konkursie i wygrać zestaw takich maseczek- zapraszam Was na mojego Instagrama @killukitty, gdzie znajdziecie wszystkie szczegóły :)

Dajcie znać w komentarzach, która maseczka najbardziej do Was przemawia!
Buziaki!

4 komentarze:

  1. Ciekawe te maseczki, z chęcią wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa jak te maseczki sprawdziłyby się u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie <3

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2018/09/oswietlenie-w-mieszkaniu-jak-dobrac.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie brzmią te maseczki aczkolwiek mam kilka tego typu masek w płachcie i zwlekam z ich użyciem ;p Muszę się za to zabrać :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 killukitty , Blogger